• Wpisów:37
  • Średnio co: 19 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 15:52
  • Licznik odwiedzin:2 691 / 744 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
- Witajcie, nazywam się John. Tak jak wy trafiłem tutaj, tylko, że ja tu jestem chyba rok, tutaj czas płynie inaczej. Zapraszam do siebie, inaczej ten cyklop niewiadomo co wam może zrobić.
Nie wiem czemu, ale wzbudzał we mnie wielką ufność, więc się zgodziłam.
Po około dziesięciominutowej przechadzce po leśnej dróżce pod wielkimi drzewami, dotarliśmy we trójkę do wielkiego, magicznego dębu, w którym były wyrzeźbione kwiatami i liśćmi, duże drzwi.
- Zapraszam.
Powiedział to wysoki brunet, z niebieskimi oczami, kilkudniowym zarostem i sześciopakiem na brzuchu. Po prostu ideał. Jednak z zamyśleń jaki jest przystojny wyrwał mnie głos John'a, pytający jak mamy na imię.
- Jestem Victoria, a to jest moja przyjaciółka Lily.
- Cześć - odparłam cała oblana rumieńcem - Miło mi Cię poznać.
Potem dopiero zauważyłam, że Vici poszła do łazienki, a ja sama zostałam z brunetem w kuchni.
- Zapomniałem Ci przekazać, że mam współlokatora Davida, wysoki blondyn z szarymi oczami oraz wilczycę wraz z małym, ale jest nie groźna. Chciałym Ci także przekazać, że będziesz miała ze mną pokój, a Victoria z Davidem.
Prawdopodobnie oblałam się calutka rumieńcem. Będę dzielić pokój z takim ciachem, w sumie Ruda też będzie miała przystojniaka, ale mój jest lepszy. Po chwili dodał, że raczej nie pomieszczę się z przyjaciółką w pokoju, bo jest w nim tylko malutka szafa i dwa jednoosobowe łóżka. My zatem będziemy mieli jedno dwuosobowe łóżko, ale jeśli będę się czuć dyskonfortowo, to on może spać na podłodze, jednak chociażby z grzeczności powiedziałam, że możemy spać razem.
Z lekkim podekscytowaniem opowiedziałam wszystko Victorii, która podzieliła mój entuzjazm i zachwyciła się myślą, że będzie dzieliła pokój z chłopakiem, jednak była smutna, że to ja będę spała wraz z Johnem w jednym łóżku. Gdy w końcu się uspokoiłyśmy, poszłyśmy się zapytać o jakiekolwiek jedzenie, gdy zobaczyłyśmy niebieskookiego uśmiechającego się do nas, a raczej do mnie.
- Chcecie coś do picia? - zapytał - Albo jesteście głodne?
- Taak! - odparłyśmy razem - baardzo!
John, podając nam upieczone mięso zwykłego królika (Też tu takie są) i szklanki soku z magicznej jabłoni, puścił mi oczko. Znów byłam cała w rumieńcach. Po posiłku udałam się do naszego pokoju. Jak się okazało, jest tam ślicznie. Białe ściany, a na nich różnokolorowe poprzyklejane liście, fioletowe kwiaty, po prostu śliczne. Podłoga była z brązowego, błyszczącego drewna, dwuosobowe łóżko było z tego samego materiału, a pościel była biała w niebieskie kwiaty. Przy łóżku były dwie szufladki, a naprzeciwko wielka drewniana szafa, na której stał wazon ulepiony z zielonej, magicznej gliny, pełen żółtych stokrotek. Było tam także zdjęcie jego, Davida, oraz innych ludzi. Pewnie jego rodziny. W jednym momencie zrobiło mi się przykro. W jednej chwili przypomniała mi się cała rodzina, mama, tata, brat i dwie siostry... Napewno mnie szukają... Albo mnie już pochowali. Nie, napewno to drugie. Po obejrzeniu pokoju wyszłam w kierunku łazienki.
Owa łazienka była duża. Zielono - białe ściany, kremowa podłoga, toaleta, umywalka i wanna w kolorach ścian, a wszelkie inne dodatki w kolorze podłogi. Mieściła się tam także mała półeczka pod umywalką, gdzie znajdowała się kosmetyczka z różnymi damskimi jak i męskimi kosmetykami. Oczarowana poszłam do pokoju rudowłosej, gdzie zamyślona wpadłam na Davida w samym ręczniku. Speszona uciekłam do pokoju gdzie położyłam się na łóżko i zasnęłam.
 

 
Boshe, Vici, uważaj! - krzyczałam z całej siły.
Gdy ten widząc uśmiechniętą przyjaciółkę rzucił ją prosto przed portal, co musiało boleć.
- Lily, szybciej! Bo Cię złapie!
- Ja, w myślach modląc się i pod nosem powtarzając, że to tylko sen, leciałam jak najszybciej mogłam, na już lekko zmęczonych skrzydłach. Gdy z lekkim szwankiem dotarłam do Vici cyklop... Zeżarł portal! Ugasił jedyne wyjście! - Zaczęłyśmy krzyczeć zapłakane. U- uuu- uciee- uciekajmy! Krzyknęła zapłakana, przestraszona Vici, ciągnąc mnie za rękę.
Ja, nie wiedząc o co jej chodzi, potykałam się co chwila, ponieważ ona leciała trzymając mnie, a ja nie miałam kiedy rozłożyć skrzydeł. C- cy- cyklop! Wyjąkała Ruda. Ja, odwracając się, zobaczyłam to. Biegnącego jednookiego za nami, na nas. Gdyby ktoś poczuł w tej chwili mój strach, nie wiem czy by przeżył,jednak bardziej martwiłam się co z moją przyjaciółką.
Vici! Vici! Odedźwij się proszę! - krzyczałam.
Tu jestem - odparła słabym głosem ruda.
Zaraz do niej podleciałam i jak najszybciej się dało odleciałam z nią jak najdalej.
Zbliżała się noc. Siedziałyśmy pod ogromnym grzybem. Zmarźnięte, głodne, chciałyśmy już zasnąć.
Gdy nagle z oddali usłyszałyśmy dźwięk ruchów, był to prawdopodobnie człowiek, jednak gdy istota do nas podeszła, zaspane krzyknęłyśmy.
- Witajcie, nazywam się...
 

 
Wybaczcie, jednak dzisiaj rozdział się nie pojawi.
 

 
,,Gdy tylko słońce wstanie, idźcie na północ. Tam, przez magiczny portal wrócicie tam, do szkoły swej, a na całym świecie pokój zapanuje" - przeczytałam głośno.
- Hmm... A to ciekawe... - westchnęła głęboko Victoria.
- Nawet bardzo. - odparłam.
W liście jeszcze się coś znajdowało. To kompas. Wskazuje nam gdzie mamy iść. Po godzinie chodzenia, bo skrzydła były zbyt zmęczone, doszłyśmy. Było koło godziny 20.00.
Następnego ranka wyruszyłyśmy. W trakcie lecenia zachciało nam się jeść. A jako że jesteśmy tak właściwie aniołami, to nie musimy jeść za często. Po drodze mijaliśmy wiele przeszkód, trudniejszych, czy łatwiejszych.
Rozglądając się za portalem spotkałyśmy cyklopa. Ten, jako ogromy jednooki potwór nie chciał nas wpuścić, trzeba było go przechytrzyć.
- Tylko jak? - głęboko obie westchnęłyśmy.
- Już, wiem, mam pomysł! - krzyknęła Victoria.
- No to może mi go zdradzisz zamiast krzyczeć? - odparłam.
-Ah, no tak. Wybacz. - ze śmiechem odparła - a więc tak: Gdy jedna będzie chciała przejść dołem, druga zacznie latać u góry, podczas gdy cyklop zacznie ją odganiać, ta na dole przeleci, zwróci uwagę jego, podczas gdy druga będzie przelatywała i razem udamy się do portalu.
- No cóż, spróbujmy. - Odpowiedziałam.
- A więc chcesz być na dole czy na górze? - uśmiechnęła się Victoria.
- Wolę Cię nie narażać, będę na dole, w razie czego szybciej zginę.
- Heej, ty już tam nie wróż. - odparła z uśmiechem Victoria.
A więc frunę na sam dół próbując przelecieć. Nagle na góre słyszę strzepot skrzydeł Victori. Victoria próbuje odwrócić uwagę cyklopa. Udało się jej. Więc szybko przelatuję pomiędzy nogami i szybuję do góry. Cyklopie, tutaj jestem! - krzyczałam z całej siły. Gdy on się odwrócił, Victoria go pięknie wywinęła. Gdy nagle on...
 

 
- Lily, tam jest potwór! - Krzyczała Victoria.
- Chodź, polećmy wyżej, może nas nie zauważy.
- Victoria, ciszej! On tu jest! Leć za mną.
I poleciałyśmy na zachód, w stronę słońca.
Jednak gdy leciałyśmy, Victorię złapał facet z nożem, za nogę. Na szczęście, ona, mając skrzydła i siłę, bez problemu mu uciekła.
Wkońcu po kilkunastu godzinach latania wkońcu zobaczyłyśmy wróżkę. Jednak była ona całkiem spora, miała może z 50 centymetrów, gdy inne wróżki miały 20-40 cm wzrostu. Gdy nam się już przedstawiła, zaproponowała nocleg, ponieważ w nocy są tu naprawdę groźne zwierzęta czy potwory.
Po chwili namysłu zgodziłyśmy się. Wkońcu to była jedyna miło wyglądająca osoba w ciągu ostatnich kilkunastu godzinach.
Po bezpiecznie spędzonej nocy podziękowałyśmy i poleciałyśmy na najwyższe drzewo by odpocząć, gdy ujrzałyśmy ślicznego, białego ptaka, był to prawdopodobnie gołąb, który miał dla nas list z tajemniczą wiadomością...
------------------------------------------------------
Znowu rozdział krótki, ale mój mózg jakoś nie pracował i nie miałam pomysłu na dalsze przygody Lily i Victori.
 

 
- Chciałabym by na świecie nie było zła.
- A ja chciałabym byśmy ja i Lily miały skrzydła! - wtrąciła się Victoria.
- Dobrze, wasze życzenia zostały spełnione, jednak Lily, chciałabym Ci uświadomić że ta kraina jest na innej planecie.
Chwilę potem anioł znikł, a nam zaczęły wyrastać piękne, białe, duże skrzydła.
-Lily, patrz, ja latam! - krzyknęła Victoria, machając skrzydłami jak piękny ptak.
Po chwili i ja się zaczęłam unosić nad ziemią, nie pamiętając słów anioła o tym, gdzie jesteśmy.
Gdy nagle zza drzewa dobiegał okropny, szyderczy śmiech, który dopiero usłyszałyśmy na dole. Tajemnicza postać bardzo szybko biegała, i gdyby nie skrzydła raczej zginęłybyśmy. Istota próbowała łapać nas za nogi, wymachując tuż przy nich, nożem. Na szczęście mogłyśmy wysoko latać, gdy nagle pojawiło się to coś...
------------------------------------------------------
Przepraszam, że rozdział jest naprawdę krótki, ale jutro jest szkoła i trzeba niestety spać, a nie książki pisać.
 

 
- Lily, tu jest smok! Ogromny, ziejący ogniem smok! On nas zabije! - Victoria krzyczała mi tuż przy uchu.
- Widzę, zachowaj spokój, inaczej będzie źle.
Więc próbowałyśmy przejść koło niego po cichu jednak Victoria kichnęła bardzo głośno, a przynajmniej wystarczająco by nas smok usłyszał. Tak więc mając za sobą smoka pobiegłyśmy do tunelu.
- Lily, schowaj się bardziej!
- Nie mam miejsca, ponieważ ten tunel jest bardzo mały, a ja mam prawie 185 cm wzrostu!
- Ohh, nie przesadzaj, posunę Ci się, wkońcu mnie nie obdarzono wzrostem, w wieku 17 lat mam przecież niecałe 168 cm wzrostu...
- Ja bym chciała mieć tyle, nienawidzę być wysoką! Dodaję - W każdym razie musimy być cicho, inaczej nas wykryje... Po dwóch godzinach wkońcu wyszłyśmy z tunelu i udałyśmy się w kierunku zachodu. Nagle zza krzaczka dobiegał jakiś dźwięk, dźwięk łkania.
Gdy podeszłyśmy do miejsca skąd wydobywał się dźwięk ujrzałam wraz z Victorią niemowlaka, to była dziewczynka.
Miała prześliczne brązowe oczka i fioletową sukieneczkę. Była tam sama. Sama jak palec. Nie mogłyśmy jej tak zostawić, poza tym było bardzo zimno a ona nie miała nic poza cieniutką sukieneczką. Więc zostałyśmy z nią. Jak się okazało wciąż miałyśmy ze sobą plecaki, w których znalazła się narzutka, kołderka, ponieważ miało być przedstawienie oraz kilka kanapek i 3,5 litra wody.
Tak więc Jessica, bo tak nazwałyśmy dziewczynkę leżała na kołderce przykryta cieplutką narzutką, dodatkowo ją przytuliłyśmy. Zjadłyśmy po kanapce, wypiłyśmy wodę a Jessice dałyśmy pół kanapeczki i troszeszkę wody, wiem, że 4-7 miesięczne dziecko powinno jeść co innego, ale nie miałyśmy nic oprócz tego.
Na szczęście będąc na koloniach nauczyłam się rozpalać ognisko. Kolonie się do czegoś przydają. Wkońcu zmęczone padłyśmy.
Rano obudziłyśmy się wcześnie. W pewnym momencie Jessica zaczęła się świecić i śmiać.
Nagle nad głowami ukazał nam się mały anioł który powiedział - Jesteście dobre. Opiekowałyście się mną. Jesteście wybrankami. Dlatego będziecie miały jedno życzenie, które się spełnią.
Zamurowało mnie, jednak zaczęłam myśleć na marzeniem. O! Już mam! - Aniele, moje marzenie to...
 

 
- A wy co się gapicie?! Chcecie dostać?!- krzyknęli do nas, idąc w naszym kierunku.
- Victoria, szybko, zawracamy!
I tak, wybiegając ze szkoły, trafiłyśmy w lesie, którego o dziwo, wcześniej nie widziałyśmy. Był taki inny, magiczny. Gdy weszłyśmy trochę dalej, ujrzałyśmy stworzenie o niesamowitej urodzie, któro miało skrzydła, nieskazitelnie błękitne oczy, dosyć bladą skórę, delikatną, pudrową sukienkę, brązowe włosy, także pudrowego kwiata w nich, oraz w ręce coś z typu brązowej różdzki, z białym dzwoneczkiem, a wszystko takie malutkie i olśniewające. Siedziała na lekko fioletowym kwiatku. Gdy mała istotka nas zauważyła, od razu odleciała od dwa kwiatki dalej, ale po chwili podleciała bliżej i się cichutko zaśmiała. Potem swoim piskliwym, cieniutkim głosem, wzbudzającym zaufanie, nas przywitała.
- Witajcie, co wy tutaj robicie?
- Po chwili odpowiadamy - Nie mamy pojęcia, wbiegłyśmy tu, ponieważ uciekałyśmy.
- Dlaczego uciekałyście?
- Nieważne, gdzie jesteśmy?
- Znajdujecie się w Krainie Magii i Wróżek.
Po czym Victoria do mnie szepcze
- O rany! To najprawdziwsza wróżka i najprawdziwsza kraina!
Po czym wróżka odpowiada - Tak Victorio, to prawda, jest to nieprawdopodobne, lecz prawdziwe.
Nagle zza drzewa dobiega koszmarny dźwięk. Po czym wróżka, która ma na imię Elizabeth, krzyknęła
- Uciekajcie stąd! Grozi wam niebezpieczeństwo!
Jednak my, zdezeorientowane pobiegłyśmy w głąb lasu, a tam...
 

 
Drrrń - w tejże chwili po pięknym śnie zadzwonił budzik, nagle słyszę głos mamy
- Lily, chodź na śniadanie!
Po chwili odkrzykuję
- Zaraz!
Więc szybko ubieram się w kolorową koszulkę, czarne legginsy i wiążę swoje kasztanowe włosy które sięgają mi do pasa w kucyka.
Na śniadaniu jak codzień mama się pyta jak spałam, po chwili namysłu odpowiadam
- Spało mi się okej, a Tobie?
Mama odpowiada
- Mi też się spało okej.
Po chwili szybko dodaje
- Leć bo się spóźnisz do szkoły!
A więc zakładam buty i ruszam w kierunku przystanku, nagle z oddali widzę wielkiego psa biegnącego w moją stronę, jak się okazało, był to nasz pies Misiek, który odprowadził mnie do przystanku, a po ruszeniu autobusu wrócił bezpiecznie do domu. No i tak stoję przed swoim liceum i zastanawiam się jak ja tu spędziłam dwa lata, aż poczułam lekki ból w lewym ramieniu, była to koleżanka Victoria, machała do mnie wcześniej, tylko, że ja zapatrzona w szkołę nie widziałam jej. Jeszcze chwilę rozmawiamy o szkole, a po chwili rozchodzimy się do klas, ona na biologię, ja na geografię. Siedzę na ostatniej ławce i rozmyślam o moim dzisiejszym śnie. Z tej myśli wyrywa mnie nauczyciel, który woła mnie do mapy.
- Lily, proszę pokaż nam gdzie znajdują się Węgry. Niestety zamiast Węgier pokazałam Słowenię, no cóż, ta mapa nie miała podpisanych państw, oczywiście dostałam jedynkę, czego się innego mogłam spodziewać, nie uczyłam się.
Drrrń - nagle doczekałam się dzwonku. Chodząc z Victorią po korytarzu szkolnym spotykamy dwóch uczniów z 3 b bijących tego z 1 e, jednak nas zauważyli i...
------------------------------------------------------
Chciałam serdecznie pozdrowić moją klasę i nauczycielkę dla której się trochę zmotywowałam i napisałam jeszcze przed snem, pozdrawiam także moich czytelników. Książka ,,Z domu dziecka" narazie nie będzie kontuowana. Zapraszam do komentowania! Miłych snów!
 

 
Witam ponownie, z zdjęciem

 

 
,,Jeden uśmiech może wywołać naprawdę dużo szczerych uśmiechów"
 

 
,, Całe życie zawieszani, na sznurkach cieniutkich, czyimś ruchem poruszani" - ,,Piosenka drewnianych lalek" (niestety nie pamiętam wykonawcy)
 

 
,,Książki to przyszłość, autorzy to cud, nowe pokolenia - skarb, który narazie istnieje."
 

 
Trzynajcie zdjęcie! Jutro nam zawody...

 

 
Jak nad morzem ^^
 

 
No cóż, wracam, na razie.
Szkoła, szkoła...
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Trzymajcie kubki na piątek Jak spędzacie wieczorek?
 

 
Wybaczcie że nie ma żadnych wpisów ani nic, ale mam ostatno kłopoty z nauką, dodatkowo doszło mi granie we wtorki i czwartki,oraz treningi, przepraszam... Trzymajcie piosenkę dnia : GrubSon ft. Marcelina - Jedna z planet
 

 
Dwa zdjęcia!


 

 
Kooolaż!
 

 
Wow! W pięć dni weszliście nie 150 razy, a 169!
Dzisiaj postaram się o jeden kolaż roślin, jedno/dwa zdjęcia i kolejne dwa rozdziały! A od dzisiaj będą piosenki dnia Piosenka dzisiejszego dnia to Mesjah - Lepsza Połowa
 

 
Trzymajcie listki! Wbijemy do jutra 150 wejść?

 

 
Powiem wam, że miałam baardzo dziwny sen. Chciałam zrobić sobie tatuaże,dwa na plecach, (cytaty) i jeden miałbyć na czole, ale tatuażysta mi go nie dokończył i miałam tylko bliznę do końca życia, w kształcie x.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Co ile chcecie aby były kolejne rozdziały ,,Z domu dziecka"?
 

 
Dzisiaj trzymajcie kwiata

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Przepraszam że stawiłam tylko jeden post, dzisiaj nie było mnie prawie w domu, więc nie miałam czasu... Ale proszę za to zdjęcie.


 

 
Pierwsza fotografia na moim blogu ^^
Co jakiś czas będą także kolaże zdjęć które już wstawiłam.
 

 
Witajcie. Na tym blogu pokażę moją twórczość, tzn. książki, wiersze czy cytaty wymyślone przez mnie.
Mam na imię Ania. I to chyba na tyle. Miłego wieczoru